Dietetyka

Na temat szpitalnego żarcia

No i stało się wylądowałam na wczasach w szpitalu nic tylko leżeć, spać, łykać piguły i jeść. Muszę przyznać, że jak na szpital bardzo dobrze mi się tu leży. Jedna rzecz jest tylko co najwyżej mierna- posiłki. Jako ciężarna, która miałaby bazować tylko na tym co jest w jadłospisie szpitalnym chodziłabym głodna (w moim przypadku leżałabym) i źle odżywiona. Problem jedzenia w szpitalach to duża bolączka, z którą niestety bardzo ciężko walczyć. Podkreślę tutaj, że w przeszłam przez kilka szpitali jako pacjentka i praktycznie w każdym jakość szpitalnych posiłków pozostawiała wiele do życzenia. Zresztą sama też pracowałam w ZOLu gdzie była firma cateringowa dostarczająca jedzenie. Niestety tam gdzie wchodzą w grę pieniądze i cięcie kosztów często dobro pacjenta jest spychane na dalszy plan. Trochę ponarzekam uprzedzam z góry.

Na początek zdjęcia wczorajszego dziennego jadłospisu ( zaznaczę że była to wersja na bogato, gdzie tłuszcz nadgonił wartość kaloryczną). Podobnie wyglądają też posiłki w innych szpitalach, w których miałam okazję przebywać:

ŚNIADANIE:

20150608_082757+ zupa mleczna

OBIAD:

20150608_12294220150608_122950

KOLACJA:

20150608_165253

I jak wrażenia? Niby nie jest źle, ale upierdliwy dietetyk znajdzie dziurę w całym. Pewnie co niektórzy by powiedzieli czego ona się czepia jest mięcho, chleb, pierogi zapcha kichy. Ale nie zawsze chodzi o to żeby po prostu zapchać kichy, zwłaszcza że jesteśmy na oddziale ginekologiczno-położniczym! A co z zasadami racjonalnego żywienia?

Przeanalizuję teraz nasze posiłki:

Przede wszystkim wartość kaloryczna-> jeśli popatrzyłabym na jadłospis dekadowy (nie było niestety aktualizacji więc nie podam dokładnej wartości kalorycznej wg. tego co na piśmie) to wartość kaloryczna byłaby zapewne w granicach 2100-2200 kcal (w gramówce była także większa ilość chleba niż otrzymałyśmy na śniadanie i kolację). Wg moich wyliczeń wartość kaloryczna posiłków, które rzeczywiście otrzymałyśmy na dobę z zupą mleczną wynosiłaby ok. 1900 kcal. W dużej większości mamy na oddziale do czynienia z kobietami leżącymi o mniejszym zapotrzebowaniu energetycznym więc uznajmy że tu jest ok. Nie mniej jednak są też kobiety ciężarne, które w zależności od trymestru powinny mieć większą podaż kcal. Przeliczając sobie z kolei inny dzień wyszło mi że nie dostarczyłybyśmy nawet 1500 kcal/dobę bazując tylko na potrawach szpitalnych.

Normy na białko i węglowodany można uznać za spełnione. Gorzej z tłuszczem bo przekroczył o ponad 50 % rekomendowaną dzienną podaż. Jeżeli chodzi o błonnik tragedia na całej linii- spełnione 22 % normy na dobowe spożycie. Potem już tylko gorzej witaminy-> w wszystkich przypadkach niespełnione normy dobowe, składniki mineralne-> wystarczająca jedynie ilość sodu. Wniosek-> bazując wyłącznie na diecie szpitalnej w dłuższej perspektywie czasu możemy narazić się na deficyty składników odżywczych.

Inne błędy jeżeli chodzi o cateringi w szpitalach (patrząc zwłaszcza pod kątem ciężarnej):

1. Niezachowane zasady zdrowego żywienia:

-3 posiłki zamiast 5. Jakby jeszcze kolacja o 17 była moim ostatnim posiłkiem do rana to biedne moje maleństwo.

-mało warzyw i owoców w jadłospisie, które są źródłem witamin, minerałów i błonnika

-tłuste lub wątpliwej jakości wędliny. Parówki z MOMem to hit chyba wszystkich ośrodków zdrowotnych. Chociaż mój faworyt to ociekająca szynka konserwowa albo pasta z twarogu i dziwnego mięsa mielonego. No i chemiczna pasztetowa w sam raz dla ciężarnej

2. Nieodpowiednie produkty w jadłospisie w stosunku do danej diety np. u cukrzyków, niby pacjent dostaje ciemne pieczywo, a tu okazuje się ze jest karmelizowane, czyli jeszcze bardziej podnoszące glikemię

Nieco lepiej sytuacja wygląda w DPSach lub ZOLach, nie mniej jednak stawka dobowa na jednego pacjenta i tak powala. Paradoksalnie więźniowie mają wyższą stawkę żywieniową na dobę i kto tu rzeczywiście ma być ukarany???

Rodzi się pytanie dlaczego mamy takie badziewie, przecież człowiek idąc do szpitala z założenia ma poprawić swój stan zdrowia, a dieta jest jedną ze składowych wpływających na witalność. Niestety realia są takie że przetargi wygrywa najczęściej firma, która zgłosi najniższą cenę i nie wiem czy ktokolwiek zaznajamia się z przykładowym jadłospisem przedstawionym na przetargu, bo liczy się cięcie kosztów. Druga smutna zwłaszcza dla mnie sprawa- likwidacja stanowiska dietetyka w szpitalu. Jest to pierwsze etat, który idzie do odstrzału jeżeli chodzi o zwolnienia. I wielka szkoda bo dietetyk jest pośrednikiem między firmą cateringową a pacjentem i zawsze może próbować naciskać w kwestii zmiany stosowanych produktów. Ponad to służy swoją wiedzą i powinien edukować chorych, gdyż jest dość dużo jednostek chorobowych gdzie zalecenia dietetyczne są potrzebne lub nawet niezbędne.

No i taka to patowa sytuacja, chociaż wyjść z niej można tylko kosztem większych nakładów finansowych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s